Wczoraj minęły dwa lata odkąd Faye jest u mnie :) Dla przypomnienia, wyglądała wtedy tak:
Niestety w tym roku nie miałam czasu na urodzinową sesyjkę :/ Mimo tego zaniedbania, dla mnie to
The best doll for ever!
Wczoraj minęły dwa lata odkąd Faye jest u mnie :) Dla przypomnienia, wyglądała wtedy tak:
Niestety w tym roku nie miałam czasu na urodzinową sesyjkę :/ Mimo tego zaniedbania, dla mnie to
The best doll for ever!
Gapię się i ciągle nie mogę uwierzyć, że to moja własna lalka :D Jestem naprawdę zachwycona tym, co ze zwykłej “taśmowej” lalki zrobiły zdolne rączki Ani :) Podesłałam Jej jedynie dwa zdjęcia, a Ona na ich podstawie stworzyła dla mnie lalkę idealną :)
Przed Wami nowa Cherry by Ania z Malfrue Custom !
Miłego dnia :)
Zupełnie już sobie nie wyobrażam, że mogłaby mieć inny kolor włosów :)
Jeśli chodzi o Cherry, to gapię się w jej zdjęcie po customie jak w obraz :D Nie ma jej jeszcze ze mną, bo jestem na etapie sporego dylematu. Podczas odczepiania buzi zdewastowałam jej boki główki. Bardzo :/ Chciałabym zrobić jej reroot, ale to wiązałoby się z koniecznością ponownego zastosowania rozwiązania “siła razy gwałt” żeby odczepić skalp. A ja nie chcę kompletnie zniszczyć lalki. Z drugiej strony jej oryginalnych włosów wprost nieznoszę…
Jak to mówią: klient nasz pan. Jedna z pań, do której trafiły moje ubranka, poprosiła o zrobienie majtek. Czegoś takiego jeszcze nie robiłam :) Próby zajęły mi sporo czasu. Do tego pierwszą, zadowalająca mnie wersję, przypaliłam żelazkiem (przeklęta machina!).
Ostatecznie powstało coś takiego:
Chcę również wszem i wobec oznajmić, że Cherry straciła głowę… A konkretnie straciła ją, ponieważ pojechała na custom. Do kogo, powiem Wam później ;) Ciałem wciąż jest ze mną, więc cośtam specjalnie dla niej w międzyczasie wydziergam.
Miłego dnia :)
Mam na trawniku stokrotki, więc chyba tak. O takie:
A teraz moje dziewczynki:
Rudzielec…
Fioletowowłosa Cherry…
I najważniejsza :D Moja córcia!
Bardzo chcę wysłać Cherry na faceup, ale nie mogę jakoś znaleźć makijażysty :/ Co za ironia losu – mam kasę, nie mam komu jej zapłacić. Pisałam do trzech różnych osób, ale dostałam tylko jedną odpowiedź, w dodatku odmowną. Jest jeszcze jedna osoba, ale po obejrzeniu jej prac nie jestem pewna, czy będzie w stanie wykonać to, czego bym chciała. A chcę full wypas! :D
A żebym miała jeszcze bardziej popsuty humor, to jedna z przesyłek z rzeczami z mojego sklepu utknęła w urzędzie celnym w Nowym Yorku i nie wiadomo dlaczego. Leży tam już dwa tygodnie. Potencjalny odbiorca nie dostał żadnych papierów, ja też nie. Żeby było zabawniej inna wysłana tydzień później przesyłka, która szła przez ten sam urząd, “przeszła” w 3 dni i już jest dawno u odbiorcy. Złożyłam reklamację na poczcie i gęsto musiałam się tłumaczyć co jest w środku, skąd, po co i dlaczego żądam takiego a nie innego odszkodowania. Nie znoszę takich sytuacji, a spotyka mnie to przynajmniej raz w roku.
Miłego popołudnia :)
Nie sądziłam, że kiedyś coś takiego napiszę, ale mam ochotę przez jakiś czas zająć się wyłącznie Cherry. Ubranka tylko dla niej, zdjęcia w plenerze itd. Muszę tylko schować rudowłosego “potwora” głęboko w szafie, bo mam słabą silną wolę i jego wzrok mógłby mnie od powziętego planu odwieść ;)
Ciągle nie podjęłam decyzji apropo’s nowego faceupu mojej Middie. Nie dlatego, że nie mam na nią pomysłu, tylko dlatego, że przez jakiś moment przyszedł mi do głowy pomysł zakupu pełnowymiarowej Blythe i zmiana tejże w istne cudo a pozostawienie Cherry taką, jaka jest. Rozważam ten pomysł i mam na podjęcie decyzji… jakiś czas, bo póki co kasę przeznaczoną na nowy faceup przepuściłam na rower dla córci ;)
Tymczasem Cherry prezentuje się Wam w bieli :)
Miłego dnia :)