wtorek, 27 stycznia 2015

Biel z odrobiną mięty

Taki tam komplecik robiony na zamówienie :) Pastele nie są dla mnie typowe, ale z tego seciku jestem zadowolona. Z ciekawostek mogę Wam powiedzieć, że jeden moteczek kordonka “Karat 8” starcza na płaszczyk z kieszenią i jednego buta ;)

 

DSCN3205

 

Miłego wieczoru :)

sobota, 17 stycznia 2015

Dla każdego coś zielonego ;)

Czy Wy też tęsknicie za wiosną? Taką prawdziwą i zieloną? Ja bardzo. Nie tylko dlatego, że wreszcie się “rozpakuję” ;)

Niesądziłam, że do tego dojdzie, ale posługiwanie się drutami i szydełkiem stało się dla mnie trudniejsze :/ Od jakiegoś czasu zwyczajnie sztywnieją mi palce. Mój lekarz twierdzi, że w ciąży niestety to się zdarza z powodu ucisku na nerwy. Dziergam niezwykle powoooli i “na raty”. Druty 1,25 i 1,5mm musiałam odłożyć, bo moje paluchy słabo sobie z nimi radzą.

Wydziergałam ostatnio w swoim ślimaczym tempie wiosenną tunikę dla Faye, będącą utylizacją kordonkowych resztek.

 

DSCN3185

 

A pozostając w temacie rzeczy zielonych, jeszcze na początku ciąży (kiedy sadziłam, że urodzę chłopca) wydziergałam prosty zielono-żółty pasiasty sweterek. Kiedy potencjalny syn okazał się być córką musiałam nadać sweterkowi bardziej dziewczęcy charakter. Obrobiłam więc jego brzegi zieloną włóczką i dodałam dwa kwiatki.

 

DSCN3194

 

Utylizuję także włóczki, jako że w mojej kawalerce wolne miejsce staje się ostatnio rzeczą na wagę złota. Zdradzę Wam jedynie, że robię wreszcie coś dla siebie :)

Miłego popołudnia :)

niedziela, 7 grudnia 2014

“SERdeCznA” tunika

Ostatnio rzadko robię coś w wersji mini. Ciąża bardzo zmieniła moje robótkowe priorytety :) Całymi dniami mogłabym oglądać w sieci wzory słodkich niemowlęcych sweterków. Czy wspomniałam już, że jestem zachwycona perspektywą posiadania drugiej córki? :D To daje tyle możliwości jeśli chodzi o malutkie dziergane ubranka…

Nie porzucam jednak lalek. Co więcej mam nadzieję, że moja latorośl da mi “pożyć” na tyle, że będę miała możliwość oddawania się hobby i po porodzie.

Pod wpływem impulsu zrobiłam dla Faye prościutkie puchate nauszniki i tunikę, będącą niejako negatywem czerwono-białej tuniki, którą już kiedyś robiłam. Chciałam sprawdzić jak ten wzór wygląda w innych kolorach. W planach jest jeszcze wersja niebiesko-biała.

 

DSCN3115

 

DSCN3113

 

DSCN3119

 

Miłego wieczoru :)

środa, 26 listopada 2014

Muchomorek :)

Najchętniej obracałabym się jedynie z boku na bok. Pogoda ponura, do lodówki niedaleko, wymówka w postaci ciąży jest. Brzuszysko rośnie i radosne rozpłaszczanie się na chodniku, ba nawet przykucnięcie, to dla mnie obecnie wyczyn. Nie mniej jednak uderzyła mnie dzisiaj myśl, że z dnia na dzień robię się coraz bardziej baryłkowata i będzie jedynie gorzej. Zebrałam więc swoje cielsko z kanapy, porzuciłam ciastka i gorącą herbatę i cyknęłam Faye fotkę w nowym sweterku :)

 

DSCN3100

 

Miłego wieczoru :)

poniedziałek, 20 października 2014

Znalezione w hipermarkecie…

Przy okazji zakupów w L’eclerc wyłuskałam na dziale z zabawkami takie oto krzesełko dla Faye za jedyne 5,99zł :

 

DSCN3028

 

Dostępna była jeszcze wysoka komoda i biurko, oba z szufladami-atrapami, ale i tak fajne :)

czwartek, 18 września 2014

wtorek, 9 września 2014

Sala numer 3

Tak, ponownie jesteśmy w szpitalu. Choroba wróciła po tygodniu od opuszczenia szpitala. Dziś minie ósmy dzień. Naprawdę nienawidzę tego miejsca! W zeszłą niedzielę córci ponownie pojawiły się zmiany na ciele. Pan "doktor" na izbie przyjęć stwierdził, że to jedynie nasilenie zmian atopowych i puścił nas do domu bez ani jednego leku (!). Do wtorku moje dziecko było jaż żywcem obdarte ze skóry. Bez możliwości stania, siedzenia i leżenia. Bała się pójść do ubikacji, bo ściąganie majteczek dodatkowo podrażniało sączące się otwarte rany. Przyjechaliśmy tu ponownie z potwornie cierpiącym dzieckiem i jak nas przywitano? Pretensjami! Że to nie jest miejsce dla mojego dziecka, że muszą przemeblować cały oddział, bo nie ma jej gdzie położyć. Czy pan "doktor" choć raz przyszedł zapytać jak się dziecko czuje i przeprosić za pomyłkę w diagnozie? A skąd! Ta cholerna placówka nie ma nawet oddziału dermatologicznego. A czy wezwali dermatologa na konsultacje? Nie, "bo nie ma takiej potrzeby" ($*$&%*%(#). Wymyślili sobie wygodne wytłumaczenie na powracającego liszajca - zła dieta i alergia! A co ma piernik do wiatraka ?! Pielęgnację i wszelkie decyzje z nią związane całkowicie przerzucili na mnie. Sama musiałam przynieść maści do skóry, ale nikt tu nie jest w stanie powiedzieć mi jak je stosować, bo oni się na tym nie znają, a dermatologa przecież nie ma potrzeby wzywać. Swoją niekompetencję przykrywają bezustannym obrzucaniem mnie oskarżeniami, że nie umiem odpowiednio żywić mojego dziecka (wygodnie im nie zauważać regularnie odbywanych wizyt w poradni alergologicznej), pielęgnować skóry (żaden z nich nie potrafi mi udzielić odpowiedzi na żadne pytanie, za to w krytyce są ekspertami). Przeszli sami siebie, kiedy po 5 dniach ich "gościny" dowiedziałam się, że moje dziecko ma podawany lek przeciwalergiczny. Na moje pytanie kto go podaje, bo nie zauważyłam, dostałam odpowiedź "pani". Nawet wpisali sobie godzinę, o której rzekomo ten lek jest podawany. A czy ktoś raczył mnie poinformować, że ten lek również muszę przynieść z domu? Nie! Teraz "boją" się wypuścić moje dziecko do domu, bo "boją się", że tam nie będzie miało odpowiedniej opieki i znów do nich wróci. Nosz k....a ! Jak daleko można się jeszcze posunąć w odwracaniu kota ogonem ?!

Wczoraj obdzwoniłam kilka szpitali dziecięcych w całej Polsce posiadających oddziały dermatologiczne i prędzej szlag mnie trafi niż tu wrócę po raz kolejny.

Z wiadomości pozytywnych: Cherr znalazła nowy dom. W Hiszpanii :)